Na co Wielunianie narzekali przed drugą wojną światową?
Jako Polacy miewamy tendencje do narzekania. Potrafimy narzekać na niemal każdy temat. A na co Wielunianie narzekali przed drugą wojną światową?
Felietonista „Gazety Wieluńskiej”, podpisujący się jako „Jeden z Wielu”, 8 listopada 1925 r. na rzekł właśnie tak:
„Fantazja o bańce
Gdybym w najśmielszej fantazji przedstawił sobie Wieluń jako miasto, posiadające tak chodniki, jak i bruki równe i bez wybojów,
domy otynkowane i schludne, ulice czyste i niecuchnące rynsztoki, a zegar miejski nocą oświetlony i lampy uliczne płonące
nie tylko w czasie pełni, lecz również i przy nowiu księżyca;
gdyby znikły na pół rozwalone rudery, a mieszkań w nowych domach do najęcia po godziwych cenach było sporo;
gdyby z Kasy Chorych mieli korzystać nie tylko zdrowi, ale także i chorzy;
gdyby oprawca miejski nabrał nieco „Kultury” i nauczył się psy chwytać sposobem mniej brutalnym;
gdyby banki udzielały chętnie kredytów, a członkowie Towarzystw opłacali punktualnie swe składki członkowskie;
gdyby Radni miejscy zleźli już raz ze swych stolców, by po „znojnej” wypocząć pracy;
gdyby Magistrat dał wreszcie miastu nową rzeźnię i wzorowe szkoły miejskie;
gdyby wszystkie „paski” pękły i nikt nie czuł żadnego braku;
gdyby głodni mieli swą ciepłą strawę, a niezamożna, żądna wiedzy młodzież wpisy szkolne opłacone;
gdyby w końcu „Lutnia” nabrała ochoty także i „do śpiewu”, a rynek miejski stał się wolnym od żerującej na niej „czerni” – na pewno
rozmarzony tymi wizjami błogo usnąłbym i śniłbym o dalszych jeszcze „dziwach”.
Przebudzenie się jednak z takiego snu i pryśnięcie czaru przez nagłe zetknięcie z rzeczywistością byłoby nader niemiłe.
Wolę więc nie śnić o Wieluniu!”
